Sentymantalizm – zagrożenie dla wiary

(…)Zimny racjonalizm wieku oświecenia nie mógł zaspokoić aspiracji duszy ludzkiej i samą już swoją jednostronnością wywołał przeciw sobie silną reakcję sentymentalistyczną. Głównym jej szerzycielem stał się J. J. Rousseau, u którego uprzedzenie do rozumu i przesuwanie punktu ciężkości życia duchowego na uczucie dochodzi do kulminacyjnego punktu.

Zastanawianie się jest stanem przeciwnym naturze. Człowiek, który rozmyśla, jest zwierzęciem zdeprawowanym”. „Rozumowanie wcale nas nie oświeca, ale nas zaślepia”. „Byle byście czuli, że mam rację, wcale nie myślę was o tym przekonywać”. Oto parę odezwań się sławnego anarchisty ducha, zaczerpniętych z różnych jego dzieł. (…)

Wiek XIX rozpoczyna się przeto pod znakiem sentymentalizmu. (…)Najsilniejsze promieniowanie znajduje on w literaturze, w której staje się filozoficznym podłożem romantyzmu i za pośrednictwem której przenika i do innych dziedzin, wybijając na nich specjalne piętno bierności i subiektywności.

(…)W nowożytnych językach niemal wszystko, co się w psychice człowieka dzieje, jest uczuciem. Jest nim zarówno ciepło, zimno lub głód, jak i przywiązanie do Ojczyzny, zarówno ból zęba lub żołądka, jak i umiłowanie tej lub innej osoby.

Zarówno strach lub smutek, jak i miłość Boża! 
Przepojona sentymentalizmem umysłowość nowożytna naprawdę sądzi, że te wszystkie zjawiska tak od siebie odległe należą w ścisłym znaczeniu do kategorii uczuć, które zresztą uważa za to, co jest w nas najbardziej wartościowego.

Nic dziwnego przeto, że w takiej atmosferze umysłowej i dziedzina życia religijnego została silnie zanieczyszczona sentymentalizmem, że i w tych najszczytniejszych przejawach duchowej działalności człowieka chciano też widzieć tylko uczucia, i to nie w przenośni, co ma się rozumieć w potocznej mowie jest dopuszczalne, ale w ścisłym znaczeniu tego wyrazu.

W odrodzeniu religijnym początku XIX wieku sentymentalizm odegrał od pierwszej chwili dużą rolę. Swym przeciwstawieniem się racjonalizmowi, swym nawiązywaniem do drugorzędnych wprawdzie, ale nie pozbawionych znaczenia, uczuciowych czynników życia religijnego, do tradycji, do obyczajów ludowych, legend, wierzeń itd. romantyzm zyskiwał sobie łatwo sympatię w środowiskach katolickich, które w nim widziały sprzymierzeńca w walce ze wspólnym wrogiem, a nie spostrzegały, jak bardzo osłabia podstawowe sprężyny ducha.

Długo czekał też sentymentalizm, nim się zdecydował wyraźnie przeciw zasadom wiary katolickiej wystąpić; nastąpiło to dopiero na przełomie XIX i XX wieku, kiedy się stał on jedną z podstaw filozoficznych modernizmu.
Wtedy dopiero Kościół potępił ustami Piusa X to błędne mniemanie, że „zarodkiem wszelkiej religii, jako też gruntem tego wszystkiego, cokolwiek było i będzie w religii… jest uczucie religijne, które… wytryska z ciemnych głębin podświadomości przez immanencję życiową”.

(…) Sentymentalizm religijny był ogólną chorobą, której świat katolicki uległ w pierwszej połowie XIX wieku.(…)

Stokroć niebezpieczniejszy jest w chwili obecnej ten nieuświadomiony sentymentalizm, który panuje wszechwładnie nad naszą umysłowością i wciska się do wszystkich jej dziedzin; jest on niewątpliwie zaporą w pracy wychowawczej mającej na celu rozwój tężyzny ducha.

Miałem już sposobność zwrócić uwagę na to, jak zgubne skutki musi wywrzeć na umysły i charaktery młodzieży to systematyczne wpajanie jej sentymentalizmu przez niektóre podręczniki używane w naszych szkołach średnich. Tą drogą hoduje się ten nastrój biernego sentymentalizmu, tak fatalnie odbijający się następnie na całym naszym życiu społecznym. Cóż dziwnego, że następnie najważniejsze zjawiska życia duchowego sprowadzane bywają do funkcji uczuciowych! (…)

Wobec tak przesadzonych mniemań o roli uczuć w naszym życiu moralnym nie sposób się dziwić, że i życie religijne jest u nas pogrążone w sentymentalizmie i że nie tylko ci, co stoją poza Kościołem i przejęli się nowożytnymi poglądami na genezę religii, wyprowadzają je z dziedziny uczuciowej psychiki ludzkiej, ale że nawet i wierzący, i praktykujący katolicy są przekonani, iż najważniejszą rzeczą w praktykach religijnych jest wzbudzenie w sobie uczuć.(…)

Gorzej jest znacznie, gdy to błędne przekonanie o uczuciowej podstawie religijności spotykamy w życiu praktycznym osób wierzących, gdy ktoś sądzi, że nie można dostąpić rozgrzeszenia, jeśli się nie „czuje” skruchy, że „bez wzruszenia uczuciowego” nie warto się modlić, że miłość bliźniego polega na uczuciowej sympatii itd.

To są gorsze objawy, bo nie z książek zaczerpnięte, ale z codziennego życia, które strasznie zostało zanieczyszczone tymi miazmatami sentymentalizmu.

(…) Nie potrzeba chyba długo się rozwodzić nad koniecznością otrząśnięcia się z sentymentalizmu i uwolnienia odeń naszego życia religijnego. Póki tego nie uczynimy, będzie ono zawsze nosiło na sobie te cechy jakieś bierności i niezdarności, które tak często paraliżują najlepsze poczynania.

Co przeciwstawić temu przesadnemu kultowi uczucia? Czy kult rozumu, jak wiele osób może sądzić? Bynajmniej!

Nie o antagonizm między uczuciem i rozumem tu chodzi, ale o antagonizm między uczuciem i wolą. Sentymentalizm może się nieraz przeciwstawiać naiwnie słusznym aspiracjom rozumu do rządzenia naszym życiem moralnym, a jednak nie tu jest główne źródło tego deprawującego wpływu, jaki wywiera on na rozwój duchowy człowieka. Toteż ratować się od sentymentalizmu, szerząc racjonalizm albo choćby mniej radykalny intelektualizm moralny, równałoby się uciekaniu z deszczu pod rynnę.

Sentymentalizm może być zatrzymany i opanowany jedynie przez wysuwanie na pierwszy plan naszego życia moralnego woli, przez zrozumienie centralnej roli, jaką ma ona w nim do odegrania i przez ześrodkowanie około niej wszystkich wysiłków wychowawczych i samowychowawczych.

Ma się rozumieć, że takie wysunięcie woli w niczym nie osłabi naczelnej roli rozumu, któremu wola zawsze zostaje podporządkowana, ale uwydatni ono te funkcje naszej psychiki, które tylko do woli mogą być sprowadzone i których żaden inny czynnik, nawet rozum, nie jest w stanie wypełnić.

Dopiero głębokie zrozumienie tej roli, jaką wola ma odgrywać w naszym życiu i porównanie jej z funkcjonowaniem uczuć, pozwala nam jasno zrozumieć, na czym polega szkodliwość sentymentalizmu.

Specyficznymi cechami uczucia jako motoru naszego życia psychicznego są: subiektywizm, egoizm, bierność i indywidualizm. Ich proces kończy się zawsze w samym osobniku i sam przez się nie jest zdolny wyprowadzić człowieka z siebie, pchnąć do twórczego czynu i związać z innymi; kresem jego jest zawsze zaspokojenie subiektywnego pragnienia, związanego ze wzruszeniem.

Inaczej jest z wolą. Jej cechami specyficznymi jako motoru psychicznego są: obiektywizm pochodzący ze związku z rozumem, zdolność do wyprowadzenia człowieka z ciasnego zakresu własnych pożądań i pchnięcia do twórczych czynów, zdolność do związania się z wysiłkiem innych ludzi w jedną całość.

Doskonale to zrozumiała i wyraziła generałowa Zamoyska w tych krótkich, jędrnych słowach: „uczucie jest niczym – wola wszystkim”.

Kto nie potrafi około tego motoru skoncentrować swego życia duchowego i łudzić się będzie, że motor uczuciowy mu wystarczy, ten daleko w życiu nie zajedzie. Nie wyjdzie on nigdy z siebie i będzie zawsze sentymentalnym mazgajem życiowym.

I życie religijne należy za wszelką cenę oprzeć na motorze woli, jeśli ma ono być źródłem sił twórczych i podnosić dusze do Boga, z którym tylko duchowe czynniki naszej psychiki mogą wejść w bezpośredni kontakt. Nadprzyrodzone czynniki łaski tylko w duchowych naszych władzach: rozumie i woli, znaleźć mogą odpowiednią dla siebie ostoję i cały ten cudowny proces przeistaczania duszy na modłę Bożą tylko przez wysiłki tych dwóch władz naczelnych, przeniknionych łaską się odbywa.

Dopiero one są w stanie powoli przekształcić i niższe władze zmysłowe i zaprząc je także do służby Bożej.

Zwalczając bowiem sentymentalizm w życiu religijnym, nie myślimy bynajmniej, w myśl stoików i Kanta, wykluczać uczuć z naszego życia moralnego i religijnego. Owszem, one także winny być doń wciągnięte i wychowane. Jeśli chodzi o życie religijne, to właśnie między innymi do tego celu służy przecudna liturgia Kościoła katolickiego. I czyż nie jest tragicznym, że jednocześnie z przesuwaniem punktu ciężkości życia religijnego w dziedzinę uczuć zaniedbuje się zupełnie ten potężny środek wychowania ich do służby Bożej, jakim jest liturgia!

Było u nas dwóch ludzi, nie żadnych filozofów, ale dobrych obserwatorów tego, co się wokoło nich działo i obaj jasno widzieli, że najważniejszym zagadnieniem naszego odrodzenia jest „chcenie”. Wyspiański nam zarzucił, że „nie chcemy chcieć”, a Sienkiewicz wyjaśnił, dlaczego tak jest, bo oto „nie zdajemy sobie sprawy, że trzeba umieć chcieć„.

A jeśli się zapytamy, gdzie jest źródło zaniku tej umiejętności, odpowiedź będzie jasna: w uczuciomanii, w sentymentalizmie.

l życie religijne, nie mniej jak narodowe i społeczne, winniśmy za wszelką cenę wyprowadzić z tych nizinnych oparów sentymentalizmu i podnieść do wyższego poziomu, na którym głównym motorem jest wola, ta duchowa władza chcenia, którą trzeba umiejętnie zaprawić, aby w dziedzinie spraw Bożych i chciała, i umiała chcieć.

„My chcemy Boga”, śpiewają robotnicy chrześcijańscy i mają wielką, świętą rację. Najważniejszą rzeczą w naszym życiu jest chcieć Boga, chcieć sławy Jego Imienia, wypełnienia Jego woli, szerzenia Jego Królestwa, udziału w Jego szczęściu i tylu, tylu innych wielkich rzeczy. Ale nie wystarcza tego wszystkiego byle jak chcieć. I tu należy umieć chcieć na to, aby swawolę, przeistoczoną na modłę Bożą, całkowicie poddać Chrystusowi.


Sługa Boży o.Jacek Woroniecki OP

[oprac. A.S.]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s